Arequipa – w cieniu El Misti

Dzień 12 – 27.10.2012

Kolejnym etapem naszej podróży miała być Arequipa tzw. białe miasto, którego budynki wykonane są z białej skały pochodzenia wulkanicznego. Okolice Arequipy obfitują w wysokie góry i kaniony, których uroków mieliśmy zamiar bezpośrednio doświadczyć.

Droga z Boliwii przebiegła nie bez przeszkód. Tym razem splot okoliczności przemówił argumentem ZA podróżowaniem bez rezerwacji. Chcąc zapewnić sobie płynny transfer z Copacabany do Arequipy, z dwudniowym wyprzedzeniem zarezerwowaliśmy bilet w jednej agencji na głównej ulicy Copacabany. W Copacabanie nie ma dworca autobusowego zatem tylko to rozwiązanie nam pozostawało. Droga była długa, więc zdecydowaliśmy się na miejsca leżące „cama” w nocnym autobusie. Podczas przesiadki w Puno okazało się jednak, że na dalszym odcinku po zmianie autobusu mamy miejsca zwykle, a nie leżące. Byliśmy zmuszeni zrobić aferę i po 15 minutach znalazło się dla nas to za co płaciliśmy. Jednak nie bez nerwów.  Będąc już na dworcu w Puno widzieliśmy jak łatwo i bez łaski można było sobie kupić od ręki taki bilet, my jednak byliśmy przyblokowani wcześniejszą rezerwacją przez oszukańcza agencyjkę, która zapewne robi w wała większość turystów kusząc niższą ceną.

W Arequipie wysiedliśmy wcześnie rano. W poszukiwaniu noclegu  zwiedziliśmy ok 10 hotelików. Mieliśmy zamiar zostać na 3 noce więc wartało wybrać świadomie. W końcu trafiliśmy na Hostel Violetta na ulicy Santa Catalina gdzie zrzuciliśmy plecaki. Hostel był nowy i czysty. Nie było fajerwerków ale nie było też często spotykanego grzyba na ścianie i było jasno. W wielu hostelach Arequipy pokoje nie mają okien, są wąskie i wysokie z wyjściem na wewnętrzny dziedziniec. Może to być klimatyczne, jednak nas nie przekonało. Wybraliśmy prostotę z cieciem, który ni słówka po angielsku nie rozumiał. Minusem okazało się to być niemałym gdy już wkrótce ….. zabrakło ciepłej wody…

Arequipa rzeczywiście jest miastem urokliwym o architekturze kolonialnej. Ulice miejscami wyglądają jak w Hiszpanii. Nie widać tu wielu Indian jak w Cuzco. Auta jakby lepsze, budynki jakby trwalsze. Na Paseo Mercaderes – ulicy handlowej odchodzącej od Plaza de Armas – nie ma sprzedawców pamiątek i rękodzieła ludowego, za to jest KFC, McDonald, duże centra handlowe i banki. Drewno, które w Cuzco jest widocznym elementem fasad wielu budynków, w Arequipie prawie nie występuje. To już zupełnie inne Peru.
Tego dnia zwiedzamy klasztor Santa Catalina będący miastem w mieście, którego ciekawa historia przeplata się z dziejami miasta. Przez to, że nie lubimy specjalne zwiedzać kościołów wybraliśmy jedno a konkretne miejsce gdzie spędzamy kilka godzin błądząc w labiryncie uliczek i pomieszczeń.

Największe wrażenie w Arequipie robi sam rynek – Plaza de Armas z wielką katedrą i górującym w tle ośnieżonym masywem wulkanu El Misti. W budynkach otaczających plac na wyższym piętrze pod arkadami mieszczą się liczne restauracje, w których świadomie przepłacamy by skorzystać w widoku i klimatu miasta w pełni. Tu powstają plany na dalsze dni, tu weryfikujemy nasze wstępne zamierzenia przez pryzmat dotychczasowych doświadczeń. Pod znakiem zapytania stawiamy kolejny trekking, który byłby zobowiązujący. Finalnie decydujemy się jednak nie odpuszczać sposobności na zdobycie jednego z najgłębszych kanionów świata. Ciekawość naszą wzbudza odwrotność takiego trekkingu gdzie startuje się od schodzenia w dół.

Mimo, że wiemy jak przejść Canyon Colca samodzielnie to decydujemy się na pomoc z agencji, z powodu utrudnionego transportu i powrotu do Cobanaconde- miejsca stary trekkingu.
Kolejny dzień zostawimy sobie wolny na zakupy w Arequipie, a następne dwa – na trekking.

Fakty:
taxi z dworca do centrum – 6S
– wstęp do Monasterio de Satna Catalina – 35 S/os
– trekking Colca 2 dni – 110 S/os
– kolacja Pizza – 33S
– hostel Violetta – 40 S

Następny dzień >>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.