Podróż do Australii – co warto wiedzieć

Jak zaplanować wyjazd do Australii

Planowanie podróży do Australii rozpoczęliśmy na 2,5 miesiąca przed wylotem, zaraz po tym jak zarezerwowaliśmy bilety lotnicze. Czy to dużo czy mało trudno powiedzieć. Ostatnio spotykam się z tym, że ludzie rezerwują np na pół roku do przodu chcąc wyhaczyć fajne miejscówki na Airbnb.

Dla nas – osób które wciąż utożsamiają się z hasłem podróży bez rezerwacji- dokładne planowanie z wyprzedzeniem i rezerwowanie kolejnych noclegów zna trasie to zupełna nowość. Zawsze unikaliśmy zniewolenia sztywnym planem podróży, ale fakt, że jedziemy z dwójką maluchów: 4,5 letnim i 11 miesięcznym, zmieniło nasze podejście tym razem by nie tracić na to czasu na miejscu i jechać zawsze do celu. Poniżej opiszę nasze spostrzeżenia. Planujemy 26 dniowy pobyt na trasie Brisbane – Sydney – Cairns – Brisbane z dwoma lotami wewnętrznymi, 3 wynajmami aut, 9 miejscami noclegowymi i niezliczoną liczbą atrakcji. Jest zatem sporo punktów styku i potencjalnych problemów do ominięcia.

 

Noclegi w Australii

Korzystamy z Airbnb. Nie tylko dlatego, że wolimy mieszkać w miejscach innych niż hotele ale również z powodu cen. Niezależnie od denerwujących wysokich opłat rezerwacyjnych i absurdalnie drogich opłat za sprzątanie nie znaleźliśmy tańszego portalu rezerwacyjnego. Booking wypada zdecydowanie drożej na każdym odcinku, a polecane inne miejsca jak Stayz czy HomeAway nie sprostały naszym limitom ( a dokładnie my nie sprostaliśmy ich limitom). Dla osób jadących w pojedynkę czy parami sprawa wygląda inaczej – pokoje wieloosobowe, youth hostele itp. My szukamy większych mieszkań z kuchnią łazienką i niekoniecznie w centrum, bo planujemy mieć auto przez cały czas.

Zanim siądziecie do planowanie kosztów najlepiej zejść do szczegółów i spróbować wybrać sobie np 2 potencjalne miejsca i sprawdzić ceny. Okaże się szybko, że to co widzimy na liście wyników Airbnb okazuje się znacznie droższe po wejściu do oferty, gdzie dochodzą wyżej wspomniane opłaty. Pomaga przełączyć się na australijską wersję strony Airbnb, gdzie pełne ceny widać już na liście wyników.

Zaskoczyło mnie, że na prowincji ceny wcale nie są niższe niż w popularnych turystycznie rejonach. Niska podaż jest to dominującym czynnikiem zwiększającym cenę. Ale nie tylko. Trudno tu o jakąkolwiek regularność. Drogo będzie w okolicach Byron Bay, Nelsons Bay, Sydney. Taniej w Brisbane, Gold Coast, Central Coast czy Cairns.

Dzieci powyżej 2 lat często są doliczane i podrażają noclegi w niektórych przypadkach jak kolejny dorosły. Czasem gdy braliśmy miejscówkę z 2 pomieszczeniami i np 2 łóżkami pisaliśmy do właścicieli, że nasz 4 latek w zasadzie śpi z nami czy nie mają nic przeciwko by go nie liczyć do rezerwacji. Większość się zgadzała. Ale uwaga, to tylko w miejscach które nie widniały jako nieprzystosowane dla dzieci ( a takich jest sporo) udawało nam się. Warto sprawdzić w Udogodnieniach.

Wakacje szkolne

Koniecznie należy sprawdzić czy w danym regionie Australii, do którego się wybieramy nie ma wakacji szkolnych. Na przykład w Nowej Południowej Wali: http://www.nswschoolholiday.com.au/index.php/nsw-school-holiday-dates-2018 mają 4 razy w roku szkolne wakacje a jak wiadomo jest wtedy znacznie drożej i z dostępnością gorzej. Najlepiej unikać takich dat.

Wynajem i prowadzenie auta w Australii

Jeździ się tu po jak w Wielkiej Brytanii, po lewej stronie. Jeśli nie masz wprawy dobrze jest wybrać się na Maltę i przy okazji zwiedzania potrenować. De facto nie jest to trudne i szybko można przywyknąć. Ruch w Australii jest zorganizowany podobnie jak w USA czyli tak by nawet babcia sobie poradziła. Więc jeśli babcia da radę, Ty również dasz:)

Ceny wynajmu aut są zróżnicowane od regionu i co istotne od godziny. Tańsze wypożyczalnie to te ulokowane nie bezpośrednio na terminalu lotniska ale takie w pobliżu z darmowym shuttle busem. One są czynne do 17-18. Więc jeśli zazaczysz odbiór auta np o 20 to zostaną Ci tylko drogie wypożyczalnie na terminalu lotniska. Różnice są na prawdę spore, tak że warto wziąć taxi do domu z lotniska w po furkę pofatygować się następnego dnia. Nam najlepsze ceny pokazywały wypożyczalnie Ace i Alpha w Brisbane i East Coast w Cairns. Zwróćcie uwagę na kwoty depozytu na karcie. My korzystamy z Rentalcars lub Holiday Autos. W Ace zamówiliśmy Toyotę Corollę sedan a dostaliśmy Camry w tej cenie, czyli wielkościowo półkę wyżej.

W dużych miastach niektóre autostrady bywają płatne. Jest to dobrze oznaczone i zwykle może ominąć taki odcinek. Ale jak już wjedziemy na taką to warto wiedzieć co i jak. Auta z wypożyczalnie są wyposażone w tzw E-tag przyczepiony do przedniej szyby w okolicach lusterka. Jest to automatyczny czytnik, który nalicza opłaty zgodnie z cennikiem a na koniec najmu wypożyczalnia obciąża cię dodatkowym kosztem dodając pewne opłaty manipulacyjne. W przypadku wypożyczali Ace było to koszt ok 4 AUD za każdy dzień w którym conajmniej raz skorzystało się z płatnej drogi.

Pakowanie bagażu do Australii

Oczywiście w każdym zestawie osobowym i stylu podróży  powinno wyglądać to inaczej. Mamy 2 dzieci, jedno ma swoje miejsce i bagaż w samolocie, drugie jeszcze nie. Dla podróżujących na miejscu autem wyznacznikiem była wielkość bagażnika wynajmowanym samochodzie. Z dwójką maluchów Compact Sedan to minimum Intermediate jest ok, a wszystko wyżej to już luzik. Daliśmy radę z 2 średnimi walizkami i jednym plecakiem ( zamkniętym w wielką tubę do której dorzuciliśmy większe i lżejsze rzeczy) jako bagaże główne oraz 3 podręczne – mały plecak, torba do wózka i walizka kabinówka. To, że każdy bagaż podręczny jest inny nie jest bez znaczenia. Jedna osoba może przenieść wszystkie w razie wu a druga lula bejbika. Bagaż główny poza tym nie ma wielkiego znaczenia. Na lotnisku wozisz go wózkiem a potem przekładasz tylko z bagażnika do mieszkania/hotelu.

 

 

Przeloty do Australii

Bilety do Australii są jedną z głównych barier przed wybraniem się do tego kraju. Odległość przez wiele lat rzutowała na cenę ale ostatnio się to zmienia i pojawiają się bilety w cenie 2000-2500zł. To nadal są okazje i trzeba się wówczas dostosować do dat i najpewniej długich przesiadek. My wyhaczyliśmy bilety w AirChina w cenie nawet nieco poniżej wyżej wspomnianej. Dobry deal z przelotem daje bufor na wydatki na miejscu, bo tanio tam nie jest. Ale o tym później.

Przeloty wewnątrz Australii

Jak się już tu leci i chce zwiedzać, nie obejdzie się bez latania, odległości są zbyt duże. Dominują tu takie linie: Jetstar, TigerAir oraz regularne Virgin i Qantas. Korzystaliśmy z porównywarki webjet.com.au. Co istotne ceny wyjściowe najczęściej pokazują najniższe Jetstar i TigerAir ale koniec końców doliczają opłaty za bagaże i miejsca w samolocie, więc czasem Virgin wyjdzie taniej. Qantas jak dla nas nigdy nie wyszedł taniej. Bukowaliśmy nasze przeloty wewnętrzne z wyprzedzeniem na ok 1,5 miesiąca nie wiedząc czy to konieczne czy nie. Na początku jeszcze przed rezerwacją zauważyłem nieznaczne podwyżki cen z dnia na dzień więc zdecydowałem się zakupić w obawie, że ceny będą stale rosły. Tak się jednak nie stało. Dziś jestem na 4 dni przed pierwszym lotem i widzę, że jest nadal dostępny a cena jest tylko nieznacznie wyższa. W tzw międzyczasie Virgin miał wyprzedaże, które organizuje cyklicznie w czwartki i te bilety były dostępne taniej. Warto więc schłodzić czasem gorącą głowę i poczekać na promocję. Oczywiście każda sytuacja może być inna. Szczególnie warto kupić wcześniej bilety do Uluru bo tu dostępność jest mniejsze a ceny wysokie. Przelot za 250 AUD w dwie strony można uznać już za okazję. Bez tego bilety chodzą za ok 200 AUD w jedną stronę. Między innymi przez to na naszej mapie podróży nie znalazła się wielka czerwona skała.

Ceny w Australii

Temat dość obszernie poruszany i ważny, ale nie panikujmy. Australia jest droga to bez wątpienia, ale kraje Europy Zachodniej też. Do Australii zwykle wybieramy się na dłużej i już samo to robi nam spory koszt. Ale oprócz tego wiele zakupów tam rodzi dyskomfort, najgorzej mają palacze gdyż najtańsze papierosy kosztują tam 70 zł. Amatorom piwa też nie będzie lekko płacić po 15 zł za butelkę 0,5l. ZA to wino australijskie nabędziemy w polskich cenach bez problemu. Nie tylko używki są drogie, np wśród świeżych warzywa i owoców można znaleźć takie ciekawostki jak pęczek szczypiorku za 10zł. Częściowo da się uniknąć drożyzny robiąc zakupy w supermarketach zamiast w małych sklepikach, a także wybierając proste bary, street food czy restauracje azjatyckie ( które są na każdym kroku). Relacje cenowe są tu zupełnie inne niż w Europie. Sushi jest tańsze niż pizza a hamburgery z frytkami tańsze niż świeże warzywa.  Drogi jest transport publiczny i taksówki a benzyna tania.

Płatności kartami są normą więc warto pokusić się o taką, której kurs wymiany jest korzystny. My podczas wyjazdu do Australii skorzystaliśmy z karty Revolut po raz pierwszy i dało nam to spore oszczędności; już na etapie rezerwacji noclegów przez Airbnb.

Planowanie trasy po wschodniej Australii

Na koniec to co najważniejsze. Jak wybrać z wielkiego kontynentu pełnego atrakcji i wspaniałych miejsc to co najlepsze? Jeżeli jedziesz na kilka tygodni powiedz sobie wprost, że wszystkiego nie ujrzysz, wrócisz z niedosytem i zaplanujesz drugą podróż zanim wyjedziesz na pierwszą. W naszych podróżach trasy zwykle przecinały spory kawałek kraju, a w przypadku Australii zrobiliśmy tylko wąski pasek na mapie mimo, że była to nasza najdłuższa wyprawa.

Naszą skromną trasę zdeterminował bilet lotniczy kupiony dość spontanicznie do Brisbane i z Brisbane. Teraz wiem już, że do Australii poleciałbym raczej wersją multicity. Przyzwyczajeni do road tripowych pętli lub półpętli zadaliśmy sobie nieoczywisty orzech do zgryzienia wybierając Brisbane za punkt startowy i końcowy.

Więc patrząc na mapę z Brisbane na północ do Cairns to prawie 1700 km i raczej niewiele się dzieje. Na zachód do Uluru 3000km przez nicość a potem tyle samo by powrócić do cywilizacji. Więc tylko na południe do Sydney 900 km miało dla nas sens.

Już przy pierwszej pobieżnej analizie mapy dało się zauważyć, że zrobienie tu pętli ma sens tylko jeśli jedziemy przez pół lub cały kontynent co wersji 1 miesiąca jest raczej niemożliwe. W takiej sytuacji gdzie pętla jest trudna do zrobienia bierze się punkty skrajne i jeden dolot na początku lb na końcu wyjazdu. Tak więc pomyśleliśmy  i w początkowych planach wydłużyliśmy trasę drogową aż do Melbuorne. Może nie byłoby to złym rozwiązaniem gdyby nie tabele klimatyczne pokazujące 16 st C w maju w stolicy Victorii. To już lepiej przedstawiała się na tropikalna północ gdzie  temperatura o tej porze roku spada do 27-30 stopnii, wilgotność robi się znośna i mamy Wielka Rafę! Ostatecznie stanęło więc, że po odcinku Brisbane – Sydney polecimy do Cairns i wrócimy drugim lotem wewnętrzym do Brisbane by spędzić ostatnie spokojne dni na Sunshine Coast.

Pierwszy odcinek – Trasa przez Pacific Highway, opisywana w wielu miejscach jak ciekawa i zróżnicowana, mamy tu bowiem Pacyfik na wyciągnięcie ręki ale również góry, niezliczone parki narodowe i miasta wszelkiej wielkości. Nie można jednak dać się zwieść magicznie brzmiącej Pacific Highway. Wrażenia z samej trasy nie są epickie  jak nasze wcześniejsze wyobrażenia o australijskiej autostradzie wijącej się wzdłuż plaż Oceanu Spokojnego. Z trasy prawie w ogóle nie widać Oceanu poza nielicznymi wyjątkami. Niemniej jednak da się z tych miejsc coś wycisnąć. Więcej o tym odcinku napisałem tu:

Między Brisbane a Sydney

Odcinek pierwszy kończyliśmy zwiedzaniem Sydney. Miasta takie jak Brisbane i Sydney zwaliły nas z nóg swoją funkcjonalnością i urokiem. Sydney mimo swej wielkości potrafi zachować luźny klimat, czyste i niezatłoczone plaże sprawiają czasem wrażenie, że jesteśmy gdzieś daleko poza miastem. W promieniu 200 km od miast też sporo się dzieje. Niedaleko od  Sydney mamy Góry Błękitne i Central Coast, przy Brisbane zaś Fraser Island czy Byron Bay. Być może lepszym pomysłem jest dolatywać do dużych miast i robić pętelki w okolicach niż robić road tripy z miasta do miasta i dopłacać niemałe drop off charge za oddanie auta w innym mieście (200 AUD). Taki scenariusz rekomendowałbym teraz.

Na drugi odcinek wybraliśmy tropikalną północ okolic Cairns, które palcem na mapie ma bliżej do Nowej Gwinei niż do stolicy Queenslandu. Miasto jest skrajnie inne niże dwa poprzednio opisywane i jest znacznie mniejsze. Uderzyło nas  swoim amerykańskim wyglądem, szerokimi ulicami i niską zabudową. Po przylocie z Sydney czuliśmy się w Cairns jak w innym kraju…i pierwszy raz zobaczyliśmy aborygenów. Nagle było ich wszędzie widać. Oddaliliśmy się od tej europejskiej Australii i już z samego tego faktu wartało tam się wybrać. Dodając do tego niesamowite lasy tropikalne Daintree i Wielką Rafę robi się wystarczająco ciekawie. Liczyliśmy też na niesamowite plaże, ale nie spotkała nas tu żadna wyjątkowa. Pomijając fakt jadowitych meduz przez, które można się kąpać tylko w ogrodzonych siatką miejscach, same plaże i kolor wody w morzu były dalekie od tego co można spotkać na Sunshine Coast, w Sydney czy Nambucca Heads. No ale wreszcie doświadczyliśmy widokowej trasy Pacific Highway na odcinku przed Port Douglas.

Sunshine Coast wybraliśmy na trzeci, ostatni i najkrótszy odcinek naszych wakacji w Australii. Spodziewaliśmy się spokojnego zakończenia a spotkało nas tu jedno z najmilszych zaskoczeń wyjazdu czyli jazda autem 4WD po plażach Great Sandy National Park i przepiękny odludny Double Island Point.

Australia zaskakiwała nas w każdym miejscu, kilkakrotnie tam gdzie miało być średnio było najlepiej i odwrotnie. Choć nie było to łatwe planowanie udało nam się dość dobrze rozpoznać wschodnią ścianę Antypodów.

Filmowy skrót do obejrzenia tu:

Australian road trip video

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.