Chitchen Itza, Izamal i Progreso

Do Chitchen Itza dojechaliśmy z samego rana w około pol godziny z Valladolid.  Ostrzeżeni innymi relacjami uniknęliśmy cześciowo największej fali turystów spływającej tu z Cancun około godziny 11. 

Ten największy kompleks archeologiczny Majów robi rzeczywiście imponujące wrażenie. Ogromna piramida i inne budowle rozsiane na dość sporej przestrzeni są całkiem nieźle zachowane i pozwalają łatwo wyobrazic sobie jak wyglądało to miasto w okresie swojej świetności. 
 
 

Infrastruktura jest doskonale przygotowana wiec nie mieliśmy problemów z przemieszczaniem sie z wózkiem dziecięcym miedzy ruinami świątyń. Z upływem godzin ludzi było coraz wiecej w tym wycieczki z różowymi parasolami przeciwsłonecznymi skuteczne uniemożliwiające robienie zdjeć. 

Na tym miejscu skończył sie zasięg masowej turystyki napływającej codziennie autokarami z Cancun. 
 

 

 
Ruszyliśmy dalej w kierunku Meridy. Po drodze zajechaliśmy do Izamal, ktore okazało sie niezwykle urokliwym miasteczkiem. Wszystkie budynki pomalowane są na żółto inna w jednym kolonialnym stylu. Do tego w pieszej odległości od centrum znajdują sie dodatkowo ruiny Majów. Niesamowity klimat na tak małej przestrzeni w stu procentach must see na Jukatanie. Długie proste ulice z biało żółtymi domkami w świetle południowego słońca wręcz wyrywają z butów.  Gdzie nie przystawisz obiektyw tam wyjdzie doskonała fotka. 
 

 

Długo zastanawialiśmy sie czy zostać w Izamal na noc ostatecznie jednak pojechaliśmy dalej bo w planach mieliśmy 2 noclegi w pobliskiej Meridzie. 
Merida jest stolicą Jukatanu i największym miastem. Wjechaliśmy do centrum i zastaliśmy zgiełk, hałas, zapach spalin i straszny tłok. Prawdziwy Meksyk. Słynna kolonialna zabudowa tez była ale po Valladolid i Izamal nie robiła na nas większego wrażenia. Rownież nie wyobrażaliśmy sobie siebie  poruszających się z wózkiem po tak zatłoczonych ulicach. Objechaliśmy więc rynek i słynną aleję wypasionych willi znajdującą sie na północ od centrum. Szybką decyzją skierowaliśmy sie do Progreso nad morze z nadzieją na chill out na najbliższe 2 dni. 
 
W sumie doszliśmy do wniosku że posiadając samochód i dziecko na pokładzie bez sensu jest rozpinać trasę miedzy dużymi miejscowościami. Gdy jeździłem z plecakiem autobusami było to naturalne wyjście ale teraz chyba nadszedł czas zmian. W mniejszych miejscowościach jest luźniej i taniej a na zwiedzanie zabytków zawsze możemy podjechać bez nocowania. 
 
W pol godziny z hakiem dotarliśmy do Progreso. To mała miejscowość wypoczynkowa nad Zatoką Meksykańską. Dominują tu miejscowi i jest przeciwieństwem kurortowego Cancun. Jeszcze nic o jej nie wiemy ale czuje, że tego dziś szukaliśmy! Mamy fajny hotel za rozsądne pieniądze z potencjałem na miłe 2 dni i z widokiem na morze !
 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.