Hola Cancun

Mamy juz pierwszy dzień za sobą ale morza jeszcze nie widzielismy. Mieszkamy w skromnym hostelu Haina nieopodal centrum miasta. Z lotniska zarezerwowaliśmy sobie prywatny transfer, kierowca nigdy nie słyszał o przybytku do jakiego zmierzaliśmy gdyż na codzień wozi amerykańskich turystów do sheratonów i hiltonow w zona hotelara. Jakież było jego zdziwienie gdy wjechał w uliczkę z muralami na ścianach i blachą falistą na dachach 🙂

Zastanawiają wszechobecne kraty w oknach i po 4 zamki na drzwiach, nie tylko u nas, wszędzie w tym mieście. Ale na ulicach jest całkiem normalnie i bezpiecznie. Chodniki są dziurawe i wysokie krawężniki często są problemem dla wózka dzieciecego.

Poznajemy Meksyk, poznajemy też siebie w pierwszej pozaeuropejskiej wyprawie z Frankiem – naszym 1,5 rocznym synkiem. Wczoraj w samolocie bawilismy się cały czas m.in. na podłodze w przejściu ewakuacyjnym, spacerowaliśmy w waskich przejściach i poznawaliśmy współpasażerów. 12,5 godzinny lot przebiegł lepiej niż przewidywaliśmy ale wymagał ciągłego skupienia na dziecku. W sumie dlaczego skupianie się na gazecie lub filmie z fotela miałoby być ciekawsze ? Jest tylko łatwiejsze a  wyjazd z dzieckim łatwy nie jest z definicji, to logistycznie spore wyzwanie. Ciekawa była noc po przylocie kiedy Franek wstał o 1 w nocy i bawilismy się do 3:30. To w zasadzie było przedłuzenie13 godzinnego lotu bo spania nie miałem prawie wcale tej doby. I tak bywa.
Chcemy tu wynająć samochód by ułatwić sobie życie ale  znaleźć tanią wypożyczalnie aut w Cancun wcale nie jest łatwo. To znaczy wypożyczalni jest sporo ale jest drogo, szczególnie że nam zależy na pełnym ubezpieczeniu i długim okresie najmu 20 dni. Dziś wokół tego wszystko się kręciło i po obejściu wielu miejsc i tak najtańszą ofertę znaleźliśmy w internecie. O szczególach i cenach napiszę za dwa dni jak wszystko wypali i nie zedrą z nas dodatkowych ukrytych opłat. 
Miejscowi wydają się mili aczkolwiek wycofani, sprzedawcy trochę zaczepiają ale nie są natarczywi. Wystarczy zwykłe gracias i po temacie. Najlepiej omijać stragany w centrum dalekim łukiem choć trochę nie sposób bo w mieście kompletnie nic ciekawego nie ma. Cancun zbudowane w latach 70 XX wieku nie obfituje w perły architektury. Ujrzymy tu ten sam nieład co w Indiach, Laosie czy w Peru. Na drogach widać wyraźną bliskość USA w organizacji ruchu. Do tego Walmarty, Searsy, Applebeasy i inne amerykańskie marki są tu wrzucone na trzcioświatowy chaos i tworzą nieco apokaliptyczny obraz całości.
Cancun z widokówek to inna bajka. To tzw Zona Hotelara czyli mierzeja wpuszczona w morze karaibskie wypełniona na wąskim pasie hotelami za 300$ usd za noc. Jutro tam się wybieramy. Na spacer. Spodziewamy się tourist trap we wzorcowej formie wiec tym fajniej, bedzie co obserwować. A Franiu pobawi sie trochę na białym piasku. Dzis całe popołudnie fikał na placu zabaw z małymi meksykanami i nie mógł przestać. Chyba też mu się podoba takie szybkie nadejście lata. Mamy doskonałe 25 stopni  przeplatane chmurkami, o polskiej zimie już zdążyliśmy zapomnieć.







1 komentarz

  • My mając Edka, którego też wszędzie ze sobą targamy, choć nie na tak dalekie wyprawy, mówimy Was super, tak trzymać !! :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.