Huacachina sandboarding

Dzień 16- 31.10.2012


Droga z Nasca do Ica potrwała ok 4 godzin. Warunki zrobiły się zupełnie inne, zawitało w końcu lato i pełne słońce. Przecinaliśmy prostą jak strzała autostradę panamerykańską. Po obu stronach, królowała pustka wypełniona jasno-żółtym piachem. Ciekawym zjawiskiem byli kolarze jadący wzdłuż autostrady. Zauważyłem ich kilku. Niektórzy sami, inni w asyście, wyglądali na europejczyków potrzebujących do swojego zbioru życiowych doświadczeń czegoś tak spektakularnego jak przejechanie Ameryki Południowej rowerem. Kiedy ich obserwuję lokalny sprzedawca autobusowy próbuje mi sprzedać samodzielnie wypiekane babeczki…dwie za 1 sola. Przemierza krótkie odcinki autobusem po tej samej trasie, wsiadając i wysiadają na zupełnym odludziu gdzie nie ma innej pracy. Jak różne potrzeby ludzkie można dostrzec jadąc jednym peruwiańskim autobusem.




Z dworca w Ica zabraliśmy się taksówką do położonej na pustyni dzielnicy tego miasta: Huacachiny, która jest oazą otoczoną gigantycznymi wydmami. Wygląda to nienaturalnie i niesamowicie. Pomiędzy ścianami piaskowych gór znajduje się małe miasteczko wypełnione hotelami, klubami, zielenią, jest też małe jeziorko. Przyjeżdża tu mnóstwo ludzi by imprezować i jeździć na desce po wydmach. Przyznać muszę, że potrzeba to dość wyszukana i oryginalna. Dla nas była po prostu najciekawszą opcją po drodze do Limy na pół dnia czasu. 
Zakwaterowaliśmy się w pierwszym lepszym hoteliku Carola del Sur o wyjątkowo nieprzyjemnej obsłudze. Goście na recepcji straszne cwaniaki, sprawiali wrażenie robienia łaski przy odpowiedzi na każde pytanie. Za późno wpadliśmy na pomysł by kwaterować się tam i kupować tylko tam gdzie ludzie są mili. Popołudnie zaplanowaliśmy spędzić na pustyni na deskach. W hotelu wypożyczyliśmy deski i przejazd na wydmy specjalnym pustynnym jeepem. W standardowej opcji dostaje się zwykłą deskę z rzepami jako wiązania. Większość zjeżdża leżąc na brzuchu na desce. Jeśli jednak ktoś jeździ na snowboardzie i chciałby spróbować tego samego na piachu, musi wypożyczyć normalny sprzęt i buty snowboardowe za dodatkową opłatą. Jeździ się twardo. Trzeba smarować i dobrze się rozpędzać 🙂

Nie spodziewaliśmy się jednak, że w wyjeździe na pustynię największe wrażenie zrobi na nas jazda jeepem po wydmach! Czad! Auto pnie się momentami bardzo stromo na szczyt wydmy by wyskoczyć na szczycie i niemal spadać swobodnie na pionowe zbocze drugiej strony wydmy. Istny pustynny rollercoaster! Przechyły i przeciążenia non stop, adrenalina na prawdę podchodzi wysoko:)

   
Na wydmach spędziliśmy całe popołudnie. Ekipa naszego jeepa i wielu innych wypełnionych ludźmi z całego świata bawiła się świetnie. Wszędzie jeździły jeepy, quady i motory rozjeżdżając wydmy, na które w innych miejscach świata nie byłoby wstępu – byłyby chronione. Tutaj nie są. Ekspolatacja tych terenów wydaje się partyzancka. Z wydm rozciąga się widok na straszne slumsy, które im bliżej pustyni tym w gorszym stanie. Cała sytuacja mocno mi kontrastuje. Pewnie garstka ludzi czerpie korzyści z tutejszej atrakcji a reszta klepie biedę. To smutniejsza refleksja z tego dnia. 


Wieczór jest wyjątkowy. Po chwili relaksu wychodzimy z butelką wina na zachód słońca. Wdrapujemy się na szczyt najbliższej wydmy, stąd mamy niezakłócony widok nieogarniętej dali. Gdzieś parę kilometrów dalej rozciąga się brzeg Oceanu, pod nami Ameryka Łacińska w nieczęsto kojarzonej pustynnej formie a za plecami oaza rozświetlona światłami hoteli, barów i dyskotek. Wszystko to wiruje w naszych głowach, szybko nadchodzi zmrok i przed nami pozostają jedynie kontury terenu i gwiazdy południowej półkuli. Powoli do głowy przypływają myśli, że coś się kończy i że następne coś takiego nastąpi … nie wiadomo kiedy i gdzie. 

 

Fakty:
– taxi Ica – Huacachina – 6S
– hotel Carola del Sur – 50S
– sandboarding + jeep – 45 S/os
– wypożyczenie normalnej deski snowboardowej – 20S


Następny dzień >>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.