Islandia w tydzień

Relacja z podróży po Islandii

Czasy pandemii stworzyły niebywałą okazję, aby zobaczyć Islandię w sezonie taniej i bez tłumów turystów. Wprawdzie w lipcu 2020 można już było przylecieć z Europy, ale nie było odwiedzających z Ameryki, Azji i innych kontynentów. Lato 2020 z pandemią Covid cofnęło świat o 15 lat wstecz biorąc pod uwagę liczbę turystów i ta sytuacja poniekąd umożliwiła nam podróżowanie takie jak lubimy najbardziej – bez rezerwacji.  Coś co do niedawna było możliwe tylko w niepopularnych miejscach po sezonie, stało się realne na Islandii w lipcu! Tym razem w wybraliśmy się bez dzieci i choć trasa ambitna i ciekawa to mogliśmy spędzić na Islandii tylko tydzień.

Mapa trasy po Islandii w 7 dni

Interaktywną mapę naszej trasy z zaznaczonymi punktami znajdziecie tu:

https://www.google.com/maps/d/edit?mid=1zDd3KGlbnMtDBwkfa3i5FNZb-9eMlBp7&ll=65.13940565262271%2C-20.798131545733206&z=6

Wjazd na Islandię w dobie koronawirusa – lipiec 2020

Na lotnisku czekała nas tylko jedna dodatkowa i nieprzyjemna procedura – badanie na COVID. Jest dodatkowa kolejka i kilkanaście punktów poboru wymazu z nosa i gardła. Wszystko poszło jednak bardzo sprawnie. Przed wylotem należy wypełnić formularz i opłacić test online – ok 250 zł. Robiąc to na miejscu jest nieco drożej.  Pobranie próbek trwa 3 minuty. Następnie zostaliśmy poproszeni o zainstalowanie specjalnej aplikacji śledzącej, a po ok. dobie otrzymaliśmy SMSy z negatywnym wynikiem testu. I tyle w temacie koronawirusa na Islandii. 

Pierwsze wrażenia

Po sprawnym wynajęciu auta wyruszyliśmy naszym 4×4 w tygodniowy road trip. Wszystko szło bardzo gładko. Po pierwsze jest tu niewielka gęstość zaludnienia, po drugie turystów jest wyraźnie mniej. Czuć luz i przestrzeń. Wyspa jest zdominowana przez naturę. Wszystko co zrobione przez ludzi i dla ludzi wydaje się być małe i tymczasowe (tutaj najbardziej zaskoczyły nas islandzkie mosty – mimo dość dobrze rozwiniętej infrastruktury drogowej – te w większości to jednopasmowe, drewniane konstrukcje). Krajobraz jest księżycowy, inny, bywa monotonny i spokojny. Jest szaro i pochmurno, ok. 12 stopni C. Nie dajmy się jednak zwieść. Okolice lotniska w Keflaviku są najmniej ciekawe na Islandii. Dalej jest tylko lepiej. 

Szybko dostrzegamy, że z tych sielskich równin miejscami unosi się buchająca w niebo para wodna. Gorące źródła występują tu w wielu miejscach na pasie wulkanicznym ciągnącym się od południowego -zachodu do północnego wschodu ukosem przez interior. 

Blue Lagoon

Pierwszym przystankiem na naszej tygodniowej trasie po Islandii jest Blue Lagoon. To duży kompleks hotelowy z restauracją i kąpieliskiem z niezwykłą, błękitno-mleczną wodą. Jak wszystkie gorące źródła na Islandii kryje za swoimi plecami elektrownię geotermalną. 

Nie korzystamy jednak z niewątpliwych uroków tego miejsca, gdyż planujemy to zrobić dopiero w Myvatn. To samo jest tam po prostu dwukrotnie taniej. 

Blue Lagoon

Już tu widzimy jak Islandczycy świetnie dostosowali infrastrukturę pod turystykę. Są szerokie, darmowe parkingi, wygodne spacerowe kładki, których głównym zadniem jest ochrona tego unikalnego ekosystemu i tablice informacyjne. Szacunek do natury i umiejętność koegzystowania z nią jest czymś co Islandczycy wypijają z mlekiem matki.

Jedziemy dalej skręcając w drogę 42, gdzie zaczynaja się piękne górskie krajobrazy i soczysta zieleń. 

Krysuvik

Zajeżdżany do Krysuvik – pól geotermalnych. Bulgoczące błoto o zapachu siarki wydostające się spod ziemi ukazuje nam dobitnie co dzieje się pod powierzchnią tej pozornie spokojnej okolicy. 

Krysuvik

Jadąc dalej warto  zatrzymać się na jednym z wielu punktów widokowych położonego nieco dalej Jeziora Kleifvarvatn i podziwiać tutejszą inność. 

Kleifvarvatn

Kończymy dzień w okolicach Hvetegerdi po przejechaniu niezbyt ciekawych okolic Reykiaviku. Jest 23 i jest jasno! Mamy bonus od geografii. Zawsze nam brakowało kilku jasnych godzin. 

Eyrarbakki

Skuszeni wyjątkowym położeniem, na początek drugiego dnia tripu skierowaliśmy się do nadmorskiej miejscowości Eyrarbakki, gdzie zobaczyć można tradycyjne islandzkie budownictwo przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Tutaj po raz kolejny zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością zaskakuje. Spodziewaliśmy się małego miasteczka z rynkiem, natomiast zobaczyliśmy kilka kolorowych domków położonych wzdłuż długiej ulicy i leniwie płynące życie. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak wygląda prawdziwy islandzki slow life to serdecznie polecamy. 

Eyrarbakki

Następnie kierujemy się na północ w kierunku Selfoss przecinając szerokie połacie ziemi, na których pasją się islandzkie konie i owce, a w tle majaczą góry. Już po kilku godzinach przemierzania Islandii zauważamy, że jazda wzdłuż autostrady nr 1 jest znacznie mniej ciekawa niż jazda mniejszymi bocznymi drogami, gdzie widoki i natura dostarczają nam wielu wrażeń.

Krater Kerid

Islandia w tydzień to projekt, który nie może nie zahaczyć i najsłynniejsze miejsca na wyspie. Pierwsza atrakcja na trasie słynnego Golden Circle i zarazem nasze pierwsze zetknięcie z islandzkim wulkanami. Krater Kerid, bo o nim mowa można obejść dookoła wytyczonym szlakiem. Traktujemy go jednak jako przedsmak tego co nas dopiero czeka w kategorii wulkany. 

Krater Kerid

Þingvellir

Następnie kierujemy się Þingvellir – kolebki islandzkiej państwowości, a jednocześnie miejsca zetknięcia się dwóch płyt tektonicznych: północnoamerykańskiej i euroazjatyckiej. Znajduje się tu wiele ścieżek spacerowych z widokiem na największe islandzkie jezioro. Można tu przejście ciekawym wąwozem i zobaczyć wodospad. Miejsce bardziej w kategorii niedzielnego spaceru niż trekkingu. 

Þingvellir

Geysir i Strokkur

Następne punkty programu to już prawdziwe wodotryski. W przenośni i dosłownie. Pierwszy z nich to Geysir – pole geotermalne, na którym znajduje się największy czynny Gejzer w Europie – Strokkur wystrzeliwujący gorącą wodę na wysokość około 30 m co kilka minut. Erupcje są nieprzewidywalne, czasami wystrzeliwuje trzy razy w ciągu minuty, innym razem trzeba czekać nawet 7 do 10 minut. Warto jednak być cierpliwym i podejść blisko, by zobaczyć nie tylko strumień pary strzelającej w niebo, ale również unoszącą się w pierwszej chwili erupcji czapę wody. Wszystko trwa sekundy, a momentu wystrzału nie da się przewidzieć, trudno więc zachować zimną krew w momencie wybuchu i nie poruszyć aparatem. 

Geysir i Strokkur

Tuż obok znajduje się ten właściwy Geysir, czyli nieczynny obecnie ojciec wszystkich gejzerów, od którego wzięła się ta nazwa. Teraz to tylko małe jeziorko z gorącą wodą wybuchy z niego wystepują podobno niezwykle rzadko.

Wodospad Gullfoss

Kilka kilometrów dalej znajduje się kolejny istotny punkt na trasie złotego islandzkiego kręgu. To wodospad Gullfoss. Jesteśmy zawsze sceptyczni co do odwiedzania wodospadów, gdyż najczęściej są to przereklamowane pułapki dla turystów. Ale nie na Islandii, a szczególnie nie tym razem. Gullfoss to jeden z największych wodospadów na Islandii oraz w Europie. Potężne masy wody spływają po dwóch ogromnych kaskadach prosto do tektonicznego wąwozu. 

Wodospad Gullfoss
Wodospad Gullfoss

Dzień kończymy na farmie Amrok w pobliżu Hvollsvollur. Tu spotyka nas kolejne zaskoczenie. Zielone Równiny ciągną się po horyzont, w oddali majaczy wulkan Hekla i całe pasmo górskie, na które planujemy się wybrać jutro. Okolica farmy przypomina równiny Kansas i znów – nie jest tym jak wyobrażaliśmy sobie Islandię. Jest zaskakująco i równie pięknie. Po polach biegają konie, przy rzekach nielicznie ludzie łowią pstrągi. Jest płasko jak na stole i zielono. 

Równiny Amrok

Trekking Fimmhorduhals

Dzień trzeci startujemy z farmy Amrok na równinach islandzkich kierując się do Hvolsvöllur pod Lava Centre. tu rozpoczniemy trekking uchodzący na jeden z najbardziej spektakularnych na Islandii – Fimmhorduhals z Þórsmörk (czyt. Thorsmork) do Skogar.

Ten kolorowy i niezwykły dzień wraz z praktycznymi wskazówkami znajdziecie w tym wpisie.

Fimmhorduhals

Nasyceni Rano po noclegu w Skogar z parkingu pod wodospadem Skogafoss łapiemy autobus powrotny do Hvolsvöllur, gdzie odbieramy nasz samochód i kierujemy się dalej na wschód na półwysep Dyrhólaey. Po drodze dopada nas wichura i ulewa. Dobitnie doświadczamy co oznacza wiatr na Islandii, problemem staje się otwarcie drzwi od samochodu. Odpuszczamy zwiedzanie wraku samolotu Dakota ponieważ dotarcie do niego zajmuje bowiem 40 min piechotą po otwartej przestrzeni. 

Dyrhólaey

Autem rzuca na lewo i prawo, ale pomimo tego udaje nam się dotrzeć na półwysep Dyrhólaey. Tam szutrową droga wjeżdżamy na wzniesienie z latarnią morska, widokiem na naturalny most i ciągnącą się w nieskończoność czarną plażę. Autentycznie obawiam się, że wiatr zdmuchnie mnie z punktu widokowego, ale za to przez te skrajne warunki jestem tu sam. Potęga natury szczególnie w takim miejscu objawia się spektakularnie. 

Widok z Dyrhólaey

Czarna plaża Reynisfjara

Z góry widać również słynną plażę Reynisfjara, na którą docieramy po ok. 20 minutach. Bazaltowe słupy, mozaikowe jaskinie, czarne niesamowite kamienie, ostańce wystające ze wzburzonych fal potwierdzają wyjątkowość tego miejsca, które zazwyczaj ukryte jest pod warstwa turystów. Nam z uwagi na pogodę i epidemię udaje się mieć je niemalże na wyłączność. 

Plaża Reynisfjara
Bazaltowe słupy przy plaży Reynisfjara

Wąwóz Fjaðrárgljúfur

Po przejechaniu malowniczej miejscowości Vik kierujemy się nadal na wschód. Po drodze zjeżdżamy na chwilę spojrzeć na wąwóz Fjaðrárgljúfur, który bardzo przypomina na te widziane na trekkingu w okolicach Skogar.

Wąwóz Fjaðrárgljúfur

Lodowce Skatafell i Svinafell

Jedziemy dalej, by doświadczyć bliskości lodowca Vatnajökull. W pierwszym odruchu nasze koła przywiodły nas do bazy wypadowej na lodowiec Skatafell, skąd można wybrać się do czoła lodowca (30 min piechotą z parkingu), wodospad i parę innych trekkingów. Jest tu dobrze rozwinięta infrastruktura. Jadąc jednak kawałek dalej można odbić kamienista droga (zalecane 4×4, ale osobówka, też da radę) na lodowiec Svinafell. Tu dotrzeć można autem praktyczne pod samo czoło lodowca, od którego oddziela nas tylko rzeka. Widoki zdecydowanie lepsze niż przy Skatafell, a i sam lodowiec na wyciągnięcie ręki – o takie doświadczenie nam chodziło! 

Lodowiec Skatafell
Lodowiec Svinafell

Jezioro Jökulsárlón

Późny start, długa trasa oraz kapryśna pora zawiodły nas do jeziora Jökulsárlón praktyczne po islandzkim zmroku. Pozostaje nam się zadowolić widokiem z opustoszałej przystani. Bardzo żałujemy, ze o tej porze nie udało już się wskoczyć na pokład amfibii – ta przygoda będzie musiała poczekać na kolejna podróż po Islandii. Podobnie jak trekking po lodowcu i zwiedzanie lodowcowych jaskiń – przy naszym tempie, nie do zrobienia tym razem. 

Jezioro Jökulsárlón

Fiordy Wschodnie

Większość osób wybierających się na Islandię na tydzień zawraca za jeziorem Jökulsárlón. Choć widoki będą powalać nadal to ewidentnych hitów na skalę światową nie zobaczymy aż do jeziora Myvatn. Nas jednak pociągają odludzia i zadupia. Robi się swobodniej i tworzy się więcej przestrzeni do budowania własnej niepowtarzalnej historii. Ten instynkt nie zawodzi nas i tym razem.

Po noclegu w okolicach Höfn skręcamy na północny odcinek road tripu. Niż, z którym mierzymy się od poprzedniego dnia jest prawie tak nieugięty jak ludzie północy. Traktuje nas mocnym deszczem i wiatrem, a Fiordy Wschodnie spowija gęstą mgłą. Pomimo ograniczonej widoczności czujemy klimat i płyniemy dalej na północ przeskakując kolejne fiordy, miasteczka i płyty Sigur Ros w samochodowym odtwarzaczu. Islandzka muzyka grała nam w duchy od dawna, ale to jak rozbrzmiewa w tych okolicznościach przyrody jest nie do opisania.

Wybrzeże Atlantyku- w drodze na Fiordy wschodnie

Seyðisfjörður

Dopiero, gdy odbijamy w kierunku Seyðisfjörður słońce zaczyna wypełniać swoim blaskiem przepastne polodowcowe doliny i odsłaniać przed nami ich piękno. Chłoniemy urok miasteczka podczas krótkiego spaceru. Jak się okazuje to dopiero przedsmak tego co ta część wyspy ma do zaoferowania.

Djúpivogur
Seyðisfjörður

Maskonury i droga do Borgarfjörður Eystri

Wybieramy się obserwować maskonury do Borgarfjörður Eystri. To dość długie odbicie z trasy kosztuje nas 1h w jedna stronę. Na końcu drogi 94 czeka ich na nas zaledwie kilka, ale widoki które mijamy po drodze kompletnie nas rozwaliły. To jedna z najbardziej widokowych dróg jakie mieliśmy okazje przemierzać w życiu. Zarówno przejazd w jedną jak i drugą stronę zapiera dech w piersiach – żadne zdjęcia tego nie oddadzą.

Droga 94
Droga 94
Maskonury
Borgarfjörður Eystri
Domek torfowy w Borgarfjörður Eystri

Jezioro Myvatn

Jeszcze tego samego wieczora przemieszczamy się do okolic jeziora Myvatn, by zacząć zwiedzanie od rana. Tutaj miejsca warte zobaczenia są rozproszone po okolicy i warto poświęcić chwilę, by określić optymalną trasę. Bynajmniej nie chodzi tu o samo jezioro, do którego de facto nawet się nie zbliżamy tylko o liczne wytwory pochodzenia wulkanicznego.

Kratery Hverfell i Kratfla

Dzień zaczynamy od wdrapania się na położony nieopodal czarny krater Hverfell oraz inny wypełniony dla odmiany błękitną wodą krater Viti należący do czynnego wulkanu Kraftla. Zahaczamy też grotę skalną Grjótagjá cave.

Hverfell
Kratfla
Grjótagjá cave

Hverir

W okolicy jeziora Myvatn w powietrzu unosi się intensywny zapach siarki (zgniłego jaja) emitowany przez pobliskie pola geotermalne Hverir – najbardziej rozległe i słynne na Islandii aktywne, bulgoczące i dymiące. Krajobraz wkoło jakby z innej planety.

Hverir
Hverir

Wodospad Detifoss

Udajemy się nad wodospad Dettifoss, chyba tylko z uwagi na jego rozmiar bo jest najpotężniejszy w Europie i jest poniekąd po drodze do Husaviku. Wodospad obserwujemy od zachodniej strony. Choć potężny i majestatyczny to po tej ilości wodospadów wrażenia wielkiego w nas nie wywołuje.

Wodospad Detifoss

Husavik

Dalej docieramy do Husaviku. W tej urokliwej miejscowości zamierzamy wybrać się na obserwowanie wielorybów. Kilka razy na wyjazdach już nam to umknęło, więc tym razem nie odpuszczamy. Rejs trwa ok. 3 h i udaje nam się zaobserwować wiele humbaków. Ten dzień należy do najbardziej intensywnych.

Port w Hasaviku

Myvatn Nature Baths

Wieczorem wracamy do Reykjahlíð (okolice jeziora Myvatn), by po rejsie po północnych morzach wygrzać się w naturalnych basenach o mleczno błękitnej wodzie – Myvatn Baths. Tu mimo błogo spędzonego czasu czeka nas niemiła przygoda – woda basenu trwale uszkadza obiektyw naszego gopro, także uważajcie na swój sprzęt. Dzień kończymy 100 km dalej w Akureyri. 

Myvatn Nature Baths

Akureyri

Z rana zwiedzamy nasze pierwsze islandzkie „duże” miasto. Mimo, iż jest ono drugim co do wielkości na Islandii samo centrum jest maleńkie. Zaskakuje swoboda, cisza i przestrzeń. Nawet w miastach Islandia jest tak inna. Akureyri jest położone w głębi fiordu i na wzgórzach, zatem widoków naturalnych nie brakuje. Choć my powoli, bo kilku dniach obcowania z niesamowitą naturą wchodzimy w świat miejski, doświadczając z bliska architektury, knajpek, małych galerii i sklepów. Tak będzie się kończyć nasza trasa Islandii w tydzień.

Akureyri
Akureyri

Północny – zachód

Tego dnia planowaliśmy dojechać aż na półwysep Snaefellsnes i tu spędzić ostatnią noc. Ale ostatecznie wylądowaliśmy jeszcze dalej…. w Reykjaviku. Ostatni odcinek drogi wydawał nam się najmniej ciekawy widokowo, a na wspomniany półwysep trzeba było jednak sporo zboczyć, by rano gnać do stolicy i na lotnisko. Odpuściliśmy. Będzie na drugą wizytę na Islandii. Takie są właśnie zalety i wady podróży bez rezerwacji. Mimo to wciąż widzimy wiele przez szyby auta. Przecinając zwężenie lądu przy Fiordach Północnych wspaniałe widoki powracają. Przecinając półwysep Snaefellsnes w połowie również robi się ciekawie. Odbijamy tu na czerwone bezdroża by pożegnać się z dziką naturą Islandii. Przed nami już tylko miasto.

gdzieś na Snaefellsnes
gdzieś na Marsie….

Reykjavik

Reykjavik – najmniejsza stolica europejska wydała się znów kameralnym miasteczkiem. Tu na Islandii centra miast są nieproporcjonalnie małe w stosunku do wielkości miasta. Oddajemy się swobodnej wędrówce rozpiętej miedzy centrum, promenadę a kościół Hallgrímskirkja chłonąc tutejsze miejskie życie. Powala nas architektura sali koncertowej Harpa. Jest w niej coś zupełnie innego, a jednocześnie charakterystycznego dla Islandii. Podobnie było z tutejszą pogodą, górami, widokami, ludźmi. Jakiś lokalny pierwiastek odróżniający od reszty świata. Coś czego szukamy na każdym wyjeździe. 

Reykjavik
Harpa Reykjavik

Muzyka do podróży przez Islandię

Na koniec smaczek dla wzmocnienia wrażeń podczas mglistystych i mistycznych chwil, których Wam na Islandii z pewnością nie zabraknie:

  • Sigur Ros: płyta Takk, Staralfur, () i wszystkie inne
  • Warduna: Odal, Raido oraz płyta Runajlod
  • Kaleo: płyta A/B zwłaszcza Vor i Vaglaskogi i Way go down
  • Solstafir: Otta, Midaftann

Islandia w tydzień – relacja video

Nie mogło i tym razem zabraknąć filmu z naszego wyjazdu. To niespełna 5 minut choć scen na Islandii jest z pewnością na film długometrażowy.

Nasza krótka relacja video z Islandii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.