Machu Picchu

Dzień 7 – 22.10.2012

Wstaliśmy wcześnie rano, ponieważ most, po przejściu którego można rozpocząć wspinaczkę do świętego miasta otwierają o 5:00. Oczywiście odcinek od mostu pod główne wejście na Machu Picchu można pokonać autobusem, my jednak zdecydowaliśmy się na szybki trekking, tak aby być na szczycie jeszcze przed tłumem turystów. Ilość wejść na Machu Picchu jest ograniczona, dziennie może je zwiedzić maksymalnie 2500 osób. Należy w związku z tym pamiętać, aby zarezerwować bilety wcześniej.

Brama prowadząca do inkaskich ruin otwierana jest o 6:00, a po jej przekroczeniu zastajemy zupełnie inny świat. To niesamowity, zachwycający i poruszający zarazem widok. Miasto – misternie wybudowane, z ogromną precyzją i pieczołowitością, położone w fantastycznych okolicznościach, w towarzystwie królującej nad nim pionowej góry Huayna Picchu i zdumiewających meandrów rzeki Urumbamba. W tym miejscu cisną się na usta tylko słowa zachwytu i mimo stale przybywającej liczby turystów czuje się niezwykły, podniosły klimat, któremu od lat towarzyszy atmosfera tajemniczości. Powstanie miasta, pełniona funkcja oraz upadek cały czas są tematem wielu niepotwierdzonych hipotez. Nadal nie wiemy czy było typowym miastem, centrum ceremonialnym, budowlą obronną, czy też sanktuarium Dziewic Słońca.

Fakt, że zostało zbudowane w II połowie XV w., w takich okolicznościach przyrody – szczyt, który w całości otoczony jest rozległymi przepaściami – jest zdumiewające (tym bardziej, że Inkowie nie znali koła, więc wszystko powstawało dzięki pracy ich rąk). Miasto zostało tak doskonale wkomponowane w charakter góry, że jest jakby jej częścią. Powstało z resztą dokładnie z tej samej skały. To prawdopodobnie jeden z powodów, dla którego zostało zbudowane w tym miejscu – dostępność budulca bezpośrednio w rejonie inwestycji:). Nie dziwi zatem, że nigdy nie zostało odnalezione przez kolonizujących Peru Hiszpanów, chociaż prowadzone były przez nich liczne działania zmierzające do osiągnięcia tego celu. Ze wszystkich stron otoczone wysokimi górami, z doliny rzeki jest zupełnie niewidoczne, trzeba wspiąć się na wysokość 2400 m n.p.m., żeby móc je podziwiać.

Odkryte zaledwie w 1911 r. przez Hirama Binghama III, amerykańskiego archeologia, dziś przyciąga tłumy turystów z całego świata – zapewniam, że nie bez powodu. Zaliczany do siedmiu cudów świata kompleks jest najlepiej zachowanym inkaskim miastem, wydaje się być całkowicie odpornym na działanie niszczycielskiego upływu czasu. Ta rozległa budowla ciągnie się od olbrzymich tarasów uprawnych, strefy mieszkalne, place, po liczne świątynie i miejsca kultów bogów. W centralnej części miasta znajduje się najwyżej położona Temple of the Three Windows. Odprawiający w tym miejscu rytuały Kapłani, naprawdę wiedzieli co robią. Ze świątyni widoczny jest dokładnie, okalający całe miasto imponujący pierścień gór. Taka lokalizacja daje poczucie przebywania ponad chmurami, bycia w centrum Wszechświata. Nieopodal znajdziemy także obserwatorium astronomiczne, jedyną budowlę w całym mieście powstałą na planie koła, które służyło do przewidywania pór roku na podstawie ruchów słońca, księżyca i gwiazd.

Bilety kupowaliśmy kilka dni przed rozpoczęciem trekkingu, dlatego udało nam się zarezerwować dodatkowo możliwość wejścia na górę, bez której słynne Zaginione Miasto Inków nie wyglądałoby tak okazale – Huayna Picchu. To góra znajdująca się w tle ruin, którą zobaczyć możemy na wszystkich zdjęciach obrazujących cytadelę. Szlak na szczyt „królowej” Machu Picchu jest dość wyczerpujący. To w zasadnie pionowa ścieżka, której pokonanie żwawym tempem zajmuje ok. godziny, ale widoki z góry zapierają dech w piersiach. Wszystkie miasta w rejonie Cusco budowane były na planie czczonych przez Inków zwierząt. Machu Picchu to potężny, lądujący na ziemi kondor. Ptak, który od zawsze symbolizował boskiego posłańca. Co ciekawe na szycie Huayna Picchu również znajdziemy pozostałości pradawnych ruin. Zadziwia to jeszcze bardziej, bo zbocza są na tyle pionowe, że dziś ciężko się po nich poruszać. Do tej pory podczas wspinaczki na Młodą Górę (dosłowne tłumaczenie Huayna Picchu z języka quechua) zginęło ok. 20 turystów, a Inkowie byli wstanie postawić tu tak okazałe budowle.

Nie spodziewaliśmy się, że miasto jest na tyle rozległe, że można je zwiedzać od 6:00 do 17:00 nie czując zupełnie upływu czasu. Spędziliśmy kilka godzin krążąc w kamiennym labiryncie uliczek, schodów, świątyń i placów, nie mogąc nasycić oczu widokami i wyrwać głowy z klimatu przedziwnej nostalgii za czasami kiedy to miejsce tętniło życiem. Zawsze pociągały nas rzeczy nieodkryte i tajemnicze, ale przede wszystkim te niedostępne. Położenie i historia Machu Picchu powoduje, że ma ono wszystkie te cechy, jest nie tylko spełnieniem marzeń, ale także wędrówką w głąb siebie. Ponoć z tego miejsca nikt nie powraca taki sam. Myślę, że zawsze oddziałuje inaczej, ale to pewne, że na każdego ma wpływ, na każdym pozostaje odcisk tego miejsca i każdy zabiera ze sobą część jego tajemnicy.

Tego dnia późnym wieczorem znaleźliśmy się z powrotem w Cuzco. Wyczerpani całodniowym zwiedzaniem (ten dzień był najbardziej wymagający trekkingowo) spaliśmy całą drogę w pociągu z Aguas do Ollaytantambo i dalej w busiku do stolicy krainy inków, z którą powoli się żegnaliśmy.

Fakty:
-zakupy w Aguas Calientes – prowiant na dzień zwiedzania MP – 35 S
-ciatko i kawa, restauracja przy MP (ceny europejskie!) – 16S
-pizza i piwo – 2 osoby w AC – 40S
-hostel Balerosa w Cuzco – 60 S za dwuosobowy

Następny dzień >>

1 komentarz

  • Ilekroć jestem w Peru, to miejsce zawsze robi na mnie wrażenie. Nie bez powodu okrzyknięto je jednym z 7 cudów świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.