Rabacal, Paul da Serra i zachodnie wybrzeże Madery

Przyszedł czas na objechanie zachodniego kawałka wyspy. Zaczynamy od płaskowyżu Paul da Serra, gdzie aby wjechać już tradycyjnie auto musi wspiąć się w kilkadziesiąt minut na ponad 1300 metrów nad poziomem morza. Droga staje się wąska i dziurawa, mijane tunele wyglądają jak wydłubane kilofami  i wreszcie przed nami pojawia się otwarta przestrzeń. Tu łapiemy pierwsze i ostatnie promienie słońca.  Chmury przeciągają się grzbietem płaskowyżu z południa na północ.  Teren ten jest zupełnie inny niż reszta Madery. Dla zróżnicowania widoków dobrze tu na chwilę zawitać.

Jadąc dalej trafiamy na parking pod Rabacal. Stąd za 5 EUR w dwie strony busik wozi ludzi do miejsca skąd startują dwie ciekawe lewady Risco i 25 Fontes. Pierwsza z nich jest jedną z najkrótszych na Maderze (1,2 km w jedną stroną) druga niewiele dłuższa ma 2,5 km. Idziemy spacerkiem na Ricso, która kończy się dość wysokim wodospadem. Spacer lewadami jest wygodniejszy niż przeciętny spacer po lesie czy parku w Polsce. Droga jest równa i przygotowana. Roślinność gęsta jak w dżungli a widoki im dalej to coraz ciekawsze. Żal, że nie możemy iść dalej. Przy wodospadzie droga się urywa w tunelu gdzie furtka uniemożliwia przejście na drugą stronę doliny. Woda leci niemal z każdej ściany i już sami nie wiemy czy zaczęło padać czy to woda spadająca ze skał. Powala nas świeżość powietrza i zapach tutejszego lasu szczególnie, że uciekliśmy tu od polskiej zimy, która w naszym mieście zaczyna kojarzyć się z nieznośnym smogiem.

Wycieczka w rejonie Rabacal kończy się pogorszeniem pogody. Zaczyna siąpić prawdziwym deszczem, mocniej wiać a temperatura spada do 8 stopni. Szczęśliwie byliśmy na to przygotowani.
Kolejnym punktem ma być latarnia morska Ponta do Pargo. Robimy dziś południowo zachodnią pętlę   po wyspie i doświadczamy nieco innego podróżowania. Zachodnia część nie posiada szybkiej autostrady więc wijemy się wąską trasą nieco dłużej ale równie pięknie i bardziej dziko.

Latarnia morska w Ponta do Pargo jest bardzo mała i o dziwo robi za atrakcję turystyczną. Przybywamy tu głównie za sprawą Franka, który jest „fanem” latarni morskich  i w każdej podróży zwraca na nie szczególną uwagę:) Niemniej jednak sprzed latarni rozciąga się fenomenalny widok na ocean i klify dzikiego zachodniego wybrzeża Madery, najlepszy jak dla mnie morski krajobraz na wyspie!

Końcówka dnia to atrakcje dla synka. A nie ma nic lepszego niż piaszczysta plaża nawet jeśli jest 14 stopni, wieje i robi się ciemno (w zasadzie w innych okolicznościach trudno nas spotkać na plaży..) Kolejną piaszczystą odnajdujemy w Calheta – miejscowości stolicy regionu zachodniego. Choć nie badamy tematu dokładnie to przejeżdżając jak okiem sięgnąć nic nam wzroku nie przykuło. Oprócz wspomnianej „pięknej”plaży otoczonej betonem oczywiście 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.