Wybrzeże Kenii – Tiwi Beach

Aby dostać się do Tiwi Beach trzeba się dotelepać pół godziny po wertepach od drogi głównej prowadzącej z Mombasy do Diani Beach. To zapewne brak normalnej drogi odciął Tiwi od szerokiego strumienia odwiedzających. To nam pasuje ale tylko do pewnego stopnia gdyż koncentrujemy zbyt dużą uwagę obsługi i miejscowych plażowych „biznesmanów”. Czuć jednak spokój, relaks i wolniej płynący czas. Właściciel hotelu siedzi boso spoglądając w dal lazurowego morza a nad głową szumią palmy. Opowiada o czasach świetności bez cienia nostalgii. Ma kojący ton głosu pasujący idealnie do rajskiego otoczenia. Przestawiam się błyskawicznie z myślenia „planuj i działaj” na kompletny luz.
Plaża jest jeszcze ładniejsza niż Jambiani na Zanzibarze. Widokówkowe obrazki gdzie nie spojrzeć. Poznajemy miejscowego kolesia o imieniu Tumani. Wydaje się być nieco przestraszony i wycofany, dzięki temu nie jest nachalny, pozwalamy mu iść z nami, teraz on zbiera wszystkich handlarzy na klatę a my mamy spokój.
Na plaży jest niewiele ludzi i jest bezpiecznie, wszelkie przestrogi przed samotnymi spacerami są robione tylko po to by przewodnicy mogli dorobić. Tumani ma nas zaprowadzić do Diani Beach i do bankomatu. Chociaż jest uroczo to godzinna piesza wędrówka po plaży w takim upale męczy więc wracamy matatu. W nasyzm hotelu nadal panują pustki, kilka parek z Włoch i to wszystko. W czasach świetności przybywało tu mnóstwo włoskich turystów, dziś przyjeżdżają nieliczni.

 

Około 1 kilometra plażą w kierunku północnym znajdują się ciekawe formacje skalne tworzące naturalne jeziorka w kształtach przypominających kontynenty. To miejscowa atrakcja, jest tu Africa shape pool  i Australia shape pool, w obu jeziorkach można popływać w odróżnieniu od oceanu, który wycofał się kilkaset metrów z odpływem. Trudno to opisać, jeziorka są głębokimi wyrwami w płaskiej koralowej plaży, zalane woda morską. Są tu groty skalne i podwodne tunele gdzie spędzamy trochę czasu pływając i nurkując.
Do samego wieczora będę leżeć pod palmą zapatrzony w horyzont, bez czasu, bez myśli, w miejscu, które stanowi idealne tło marzeń o emeryturze, chyba każdego mieszkańca północnej hemisfery.
Na wieczór dogadaliśmy się na coś nietypowego. Ognisko na plaży z wędzoną, świeżo wyłowioną rybą. Gdy zapadł zmrok wybraliśmy się ponownie na plażę kilkaset metrów dalej od hotelu, gdzie było już całkiem ciemno. Ognisko już się paliło i kręciło się tam dwóch gości, jednym z nich był Tumani. Drugiego nie znaliśmy wcześniej. Chłopki wpadli na nietypowy pomysł by przy pomocy zerowego nakładu konkurować z hotelowymi restauracjami. Ich jedynym kapitałem była znajomość angielskiego. Na ognisku z palonych łupin kokosa uwędziły się doskonale dwie ryby: red snapper i white snapper. Smakowały wspaniale, do tego był jeszcze ryż z mlekiem kokosowym. Wszystko podane na macie uplecionej na miejscu z palmowego liścia.
Ognisko na rajskiej plaży pod gwieździstym niebem w upalną noc. Można by pomyśleć, że ideał. Ale atmosfera nie była tak błoga. Mieliśmy świadomość, że to nie jest ognisko z kumplami, tylko forma biznesu okiełznana ze wszelkich fasad, które ukrywają nierówności. Gdy idziesz do restauracji, nie widzisz kto obiera ziemniaki, kto kroi warzywa, kto zaopatruje  lodówkę, nie patrzysz nikomu w oczy, nie znasz ich problemów. Tutaj z naszych kolegów emanowało poczucie niższości z czym i my nie czuliśmy się dobrze. Mimo rajskiego środowiska w jakim żyją, chłopaki nie mają wielkich szans na spokojne życie. Każdy dzień jest walką o sprawy absolutnie podstawowe. Nie mają edukacji, nie mają pracy jak 80% mieszkańców wsi; rolnictwo lub podupadająca turystyka to ich jedyne możliwości. Nie stać ich również na posiadanie żony; w muzułmańskim społeczeństwie mogą się spotykać z dziewczynami tylko gdy je złapią w drodze miedzy szkołą a domem bo muzułmańska dziewczyna spędza czas tylko w szkole, domu lub meczecie. I nie ma innych opcji. Dlatego na ulicach widać wyłącznie facetów, najczęściej błąkających się bez celu. Ich bardzo przyziemne zmartwienia ścierały się wielką polityką; wkroczenie wojsk kenijskich do Somalii odbiło się na liczbie turystów w Kenii i bezpośrednio na ich portfelach. Dziennikarze światowych stacji telewizyjnych nie zdają sobie sprawy jak duży wpływ może mieć zbyt ogólnikowa informacja.
W 2011 miała miejsce klęska głodu w rogu Afryki, dotyczyła głównie Somalii i przygranicznych rejonów Etiopii i północnej Kenii. Ale w świat poszła informacja, że we wszystkich 3 krajach panuje klęska głodu, największa od dziesięcioleci. Nasi plażowi koledzy doświadczyli spadku dochodów i poziomu życia na własnej skórze. Blask plażowego ogniska odbijał się w ich smutnych oczach tego wieczoru. Byliśmy tak blisko ich świata. a po tej konfrontacji, pozostaliśmy jeszcze dalej…
Chwile później z ciemności plaży wyłonił się strażnik hotelowy z bronią. Szukał nas, sprawdzał czy wszystko ok. Oni też wiedzą, że gdyby nam się coś stało, smutek zagościłby w oczach jeszcze większej liczby miejscowych, na długi czas.
Świat zachodu skonstruował niezwykle trwałe i samo-tworzące się ramy bezpieczeństwa dla siebie i swoich mieszkańców. To niezwykłe. Możemy się czuć bezpiecznie gdyż mieszkańcy Afryki i większości krajów południa to społeczności gdzie zbiorowość jest ważniejsza od jednostki.  Wszyscy są mili i przyjaźni, ale jak jest naprawdę Bóg jeden wie.
 Fakty:
– śniadanie w hotelu 350 Ksh
– nocleg w Twinga Logde – 1250 Ksh/os
– taxi z Diani Beach do Tiwi Beach – 500 Ksh
– obiad w hotelu – 510 Ksh
– piwo 0,5 – 180 Ksh

– kolacja na plaży – 750 Ksh

Dalej >>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.