Z Bombaju do Madurai, Tamil Nadu

Dzień 12 – 03.11.2009

Lot mamy około 8.00 więc zbieramy się gdy jeszcze cały hotel kapsułowy spał. Łapiemy taxi za 300 INR i gnamy na lotnisko, oczywiście czarno-żółtym ambasadorem. W Bombaju są 2 lotniska i ważne jest by ich nie pomylić. Lotnisko krajowe na które zmierzamy to zwie się Santa Cruz i jest oddalone ok. 25 km od Colaby. Gdyby nie poranne pustki na ulicach dojazd tam zająłby nam ze 3 godziny. A tak docieramy w 45 minut. Po drodze mijamy zatokę gdzie sparowaliśmy wczoraj. O poranku jest tam więcej ludzi niż w południe. Uprawiają jogging, spacerują, spotykają się zanim słońce zacznie palić, wygląda to jak w amerykańskim parku. Kolory nieba odbijają się nad taflą oceanu w fioletowo – niebieskich odcieniach, nad zatoką góruje wielki księżyc w pełni. Dziś jedziemy przez dzielnice biznesowe, później mijamy salony samochodowe Porsche i Jaguara sąsiadujące ze slumsami.

Na lotnisku indyjskim jest jeden inny zwyczaj niż w Europie. Przy odprawie trzeba wziąć zawieszkę na bagaż podręczny a po prześwietleniu bagażu na tej zawieszce celnik stawia pieczątkę „Approved”. Dopiero z tą pieczątka można wejść do terminalu odlotów. I tak właśnie cofnięto mnie bo nie miałem owej pieczątki zaś nie zauważono 1,5 litrowej butelki wody w bagażu podręcznym, o której sam zupełnie zapomniałem.
Oczywiście wszystkie samoloty odlatują punktualnie oprócz naszego. Co więcej informacja o następnej godzinie odlotu w ogóle się nie wyświetla. Czekamy w ten sposób dodatkowe 2,5h   po czym w końcu zasiadamy w samolocie linii Air India. W środku wszystko lekko pożółkłe ale w sumie ok.
Zaraz po starcie z okna samolotu dostrzegam niesamowity widok – wzdłuż pasa startowego tuz za płotem rozciąga się morze slumsów. Oddalając się widać dokladnie jak każda wolna przestrzeń między budynkami wypełniona jest szczelnie blachą falistą i niebieskim brezentem slumsów.

Mamy międzylądowanie w Chennai bez wysiadania z samolotów. Wpada tylko ekipa od sprzątania po czym dosiadają się nowi pasażerowie. Facet siedzący obok strasznie się awanturuje do stewardesy o opóźnienie. Jest hindusem ale z obsługą rozmawia po angielsku dzięki czemu rozumiemy wszystko. Rozmowy po angielsku między hindusami spotyka się dość często. Jeszcze częściej słychać pojedyncze angielskie słowa, najczęściej liczebniki,  wplecione w potok któregoś z indyjskich języków. Wlatując nad stan Tamil Nadu widać już gęste chmury przykrywające południową część kraju. Ucinam rozmowę z facetem obok, który chwilę wcześniej dość bezwzględnie wyrażał swoje oburzenie z opóźnienia lotu. Opowiedział mi, że monsun nadchodzi od południowego zachodu, wędruje pod Himalaje i opuszcza subkontynent od południowego wschodu. Zwykle w listopadzie bywa pochmurnie na południowo- wschodnim krańcu półwyspu. W tym roku jednak chmury są na tyle gęste, że przykrywają cały cypel południowy subkontynentu i ku naszemu zmartwieniu leje deszcz i są burze prawie wszędzie, również w Varkali na zachodnim wybrzeżu.
Kolejny posiłek, kolejna godzina lotu i lądujemy na malutkim, mniejszym niż wrocławskie lotnisku w Madurai. Jest wilgotno, ciepło i pochmurno. Poczucie jak w innym kraju. Lotnisko jakby na pustkowiu więc nie ma wielu alternatyw. Bierzemy taxi za 200 INR do centrum i zmierzamy kierunku TM Logde. Po drodze gołym okiem widać różnice. Ludzie sporo ciemniejsi – jak mieszkańcy Sri Lanki, przy drodze kościoły chrześcijańskie i kapliczki, mniejszy bałagan, mniej śmieci, tylko kierowcy tak samo szaleją po drogach. Madurai jest dziurą, nie ma tu żadnych hoteli ani restauracji z klimatem.

Nawet polecany przez Lonely Planet TM Logde jest wielopiętrowym  hotelem robotniczym z recepcją w stylu lat 70 –tych. Na ścianie nad recepcją wisi popiersie jakiegos miejscowego kacyka w oprawie otoczonej migającymi świecidełkami jak na choince. W pokoju chwila odpoczynku, ogarnia nas nieoczekiwany entuzjazmu wynikający z prostego faktu dotarcia jeszcze dalej.

Jest około 15 wiec robimy rekonesans po mieście. Wiemy że do celu naszej podróży do Madurai – świątyni Sri Meenakshi – dziś nie ma sensu się wybierać. Po kilku minutach spaceru po tym tamilskim mieście nagle nie wiadomo skąd znajdujemy się już w sklepie z hinduskimi dewocjonaliami…
I jak to się mogło stać?
.

 

W sklepie z parasolkami wyhaczył nas koleś po zobaczył białasów w szortach kierujących się do świątyniDobrze wiedział że w szortach nie wpuszczają. Ale okoliczne sklepy pamiątkarskie oferują odwiedzającym za darmo kawałek materiału do owinięcia wokół pasa, dzięki któremu problem szortów jest rozwiązany. Można również pozostawić sobie w takim sklepie za darmo i bezpiecznie buty, w których też nie wejdziesz do świątyni. Co najważniejsze z dachu sklepu jest świetny widok na nowo wyremontowaną dzisiaj otwartą złotą kopułę świątyni – „so you are co lucky comming here today…. „ Ale żeby wejść na dach trzeba przejść 3 piętra wypełnione towarem w asyście natręta, który nie reaguje na „maybe later”, ochoczo opowiadając o wizerunkach Wisznu i Sziwy na płaskorzeźbach za parę tysięcy. Schemat ten sam co wszędzie – Białasom wciskamy wszystko co się da – kamienne posągi 50 kilowe, dywany, obrazy 2x2m w ramie i inne drobne pamiątki. Nie interesuje nas to wcale. Nie mamy w domu chrześcijańskich dewocjonaliów, więc dlaczego miałbym kupować hinduistyczne? To tak jakby pod polskimi katedrami wciskano japońskim turystom posągi Matki Boskiej. Może nawet tak się dzieje. Ale who cares. Robi się ciemno a świątynię zostawiamy sobie na jutro, musimy tez dowiedzieć się jak dotrzeć do Munnar, ale nikt w Madurai zdaje się nie mówić po angielsku  na tyle by się dogadać. W hotelu panowie z wąsami próbują nam pomóc ale coś nie dają rady.

Dowiadujemy się dopiero na dworcu autobusowym na który specjalnie jedziemy. Wieczorny krótki spacer po zatłoczonym mieście po zabłoconych „chodnikach” i kiepska kolacja w jednej z bardziej zapuszczonych restauracji kończy kolejny dzień tranzytowy. Jesteśmy na południu i koniec z całodniowymi transportami! Tu wszystko jest już bliżej.

——————————————————————————————————
 

Konkrety:
– Bombaj taksówka z Colaby na lotnisko Domestic Santa Cruz – 300 INR
– Madurai- taksówka z lotniska do centrum – 200 INR
– Madurai Hotel TM Logde – 400 INR

Następny dzień >>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.