Miasto Palenque jest niewielkie ale istotne w regionie gdzie dookoła nic tylko dżungla. Pozwala na odpoczynek po długiej drodze i załatwienie najpotrzebniejszych spraw. Przyzwoity nocleg znaleźliśmy w hotelu Lacandonia za 500 pesos. Choć była sobota wieczór i hałasy z ulicy wpadaly nam prosto do pokoju padliśmy wszyscy jak kłody.
Zona Archeologica jest położona bardzo blisko miasta Palenque. Prowadzi do niej droga, wzdłuż której usytuowano mnóstwo hoteli raczej z wyższej półki. Cen nie znamy ale liczba miejsc noclegowych tłumaczy dlaczego w miasteczku nie spotkaliśmy wielu obcokrajowców.
Aby dostać sie do ruin Palenque trzeba wnieść dwie opłaty. Pierwsza za wstęp do parku narodowego 31 pesos od osoby przy wjeździe jest szlaban i tam kasują. Kolejna to opłata za wstęp do ruin 64 pesos przy kasie obok parkingu. Tym razem parking nie jest płatny ale wokół roi się od pomagierów, którzy a to sprzedają repelenty, pamiątki, doglądają a nawet myją samochody !
Ruiny w odróżnieniu od Chitchen Itza czy Uxmal są wtopione w las tropikalny i wokoło jest bardzo zielono i górzyście. To dodaje im uroku ale trudniej poruszać sie tam z wózkiem dziecięcym. Niemniej jednak nie było problemu z dotarciem do wszystkich świątyń. Dobrze zachowane i fotogeniczne ruiny były świetnym polem dla eksploracji dla Franka, który juz sam sie rwał by wchodzić na piramidy ( w jego języku 'didy’, mają wiele znaczeń – od piramid Majów do sterty kamieni 🙂 W Palenque wrócił do nas stary dobry upał, za którym tęskniliśmy w San Cristobal.
Następnie wyruszyliśmy w drogę powrotną w stronę Riwiera Maya. Plan był taki by dotrzeć do miejscowości Escarcega ale świetna prosta i pusta droga pozwoliła nam dojechać aż do Xpujil. 380 km pokonaliśmy w około 5h. Porównujac do dnia poprzedniego kiedy w 5h przejechaliśmy tylko 220 km dało nam to spory przeskok w naszym ’ tranzytowym ’ odcinku wakacji. Na naszej trasie drogi są albo górskie, kręte i dziurawe (Chiapas) albo długie proste i szybkie (Campeche, Quintana Roo, Tabasco).

W Xpujil (nadal nie wiem jak to sie czyta…) nocujemy w niefinzyjnym hotelu Victoria ale nic lepszego tu nie ma. Za oknem meksykańskie zadupie i odgłosy sapiących TIRów. Drugi dzień mamy internetowy detoks bo wifi w hotelach znów nie działa.











